Pogodziłem się z faktem, że matematyka to królowa nauk. Ale!
Ale Fizyka jest ich królem.
Siedzę w tej czytelni i przeglądam interesujące mnie pozycje
w bazie biblioteki. Lubię ten dźwięk. Dźwięk braku dźwięku w wyciszonej
czytelni. Słychać najmniejszy ruch każdego z siedzących tu ludzi. W dodatku
monumentalnych rozmiarów sala potęguje te dźwięki za pomocą niosącego się echa.
Lubię ten dźwięk. Spokojnie jak w kosmosie. I tyle przestrzeni. Jak w kosmosie.
Chciałbym się kiedyś w nim znaleźć. Może po studiach zechcą mnie na Marsie.
Podobno jest duże zapotrzebowanie na inżynierów przy budowie i konserwacji
ludzkiej kolonii. Muszę dbać o swoje zdrowie psychiczne bo od kiedy pierwsza
próba wysłania człowieka na Marsa zakończyła się delikatnie mówiąc
niepowodzeniem psychika potencjalnego marsonauty jest jednym z głównych
kryteriów rekrutacji. Nie wiem co się stało z ludzkością, w chwili gdy
zdecydowano, że pierwszymi marsonautami zostaną ludzie "z ulicy"
wybrani metodą "jeśli uważasz, że Marysia powinna jako pierwsza usiąść
swoją piękną pupcią na Marsie wyślij sms o treści M1 na numer...". Jak nie
wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Żaden rząd nie chciał wyłożyć takich
pieniędzy na misję Mars One. Znalazł się gigant medialny który uznał, że zrobi
sobie Big Brothera z misji na Marsa, wyłożył kasę i... skończyło się jak
skończyło. Na szczęście oszołomy wybrane przez smsy wolnej, demokratycznej
Ziemi zwariowali zanim wylądowali na Marsie. Heh... Ja wiem, to jest ludzka
tragedia i spotkał ich straszny los ale... haha! No kuźwa całe szczęście, że w
swojej głupocie i niezrównoważeniu psychicznym zabili załogę razem z pilotami
statku przed wylądowaniem i... przelecieli 140 tysięcy km obok Marsa, po czym jego grawitacja wystrzeliła
ich statek niczym z procy w przestrzeń kosmiczną. Haha! Idioci nie trafili w
"czerwoną plamkę" średnicy 8 000 kilometrów! Do prawdy. Ubaw
niesamowity. Jak już wspominałem na szczęście nie dolecieli na Marsa i cała
przygotowana uprzednio za pomocą bezzałogowych misji infrastruktura na czerwonej planecie
pozostała nietknięta. Czekała do 2030 roku na misję Mars Direct. Tym razem nie
dopuszczono do głosu medialne dziwki i specjalizujących się we wszystkim
specjalistów. Wysyłaniem ludzi na Marsa zajmuje się MAK (Międzynarodowa Agencja
Kosmiczna) a niesławny koncern medialny zajmuje się emitowaniem oper mydlanych.
Jak mawia Martin w końcu oddano cesarzowi co cesarskie. Martin to mój ojciec.
Inżynier technologii kosmicznych. Brał udział w początkowych konsultacjach i
planowaniu misji Mars One, ale kiedy zauważył, że nikt go nie słucha bo brzmi
zbyt mądrze to odszedł przewidując katastrofę. Tzn on mówi, że odszedł. Tak na
prawdę go zwolnili. Wiecie, ta męska duma. "Nie rzuciła mnie, pierwszy
odszedłem". Teraz pracuje dla MAK'a. (Fonetycznie brzmi jakby podawał
frytki). Kim ja będę? Biorąc pod uwagę moje predyspozycje i zamiłowanie do
kosmosu to pewnie podtrzymam rodzinną tradycję i również zostanę kosmicznym inżynierem.
Dziadek, Paweł był fizykiem. Babcia Julia geologiem. Uwielbiałem jak opowiadała mi o wulkanach, historii Ziemi i w ogóle. Ojciec wiadomo. No i teraz wygląda na to, że
kolej na mnie. I tak to...
Poczytam coś w końcu. Może się czegoś nowego nauczę. W końcu
po to uciekłem dziś ze szkoły.
Poprzeglądam dziś katalog "Fizyka i
Astronomia/XX-wieczne archiwa/literatura". O! Ta pozycja wydaje się być
ciekawa.
Ponad 5 miliardów kilometrów od Ziemi platforma obserwacyjna starego statku kosmicznego, skrzypiąc i jęcząc, wraca do życia. Obudził ją sygnał z Ziemi, instrukcja nakazująca wykonanie pierwszego zadania od niemal dziesięciu lat. Kamera Voyagera 1 nie była używana od chwili, gdy sonda minęła pierścienie Saturna w 1981 roku. Podczas tego spotkania sonda została wyrzucona z płaszczyzny, na której leżą orbity planet, i teraz, gdy oddala się z prędkością 60 tysięcy kilometrów na godzinę, może obserwować Układ Słoneczny z lotu ptaka. Astronom Carl Sagan przez wiele lat przekonywał kierownictwo NASA, że warto poświęcić czas i energię na zrobienie portretu Słońca i planet. Nie jest to w istocie przedsięwzięcie naukowe, lecz romantyczny gest, polegający na próbie zrobienia zdjęcia Ziemi i innych planet w takim ustawieniu, jak widziałby je kosmiczny podróżnik zbliżający się do naszego zakątka galaktyki. W 1990 roku, w dniu święta Walentego, kamera Voyagera podjęła poszukiwania tych małych światełek i niedługo potem zaczęła przesyłać przez radio obraz opatrzony napisem:
![]() |
| "Układ Słoneczny. Wiek: 4,6 miliarda lat." |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz